zurück



Paul Divjak
element (in: literacje, 2007)

leżałem w mętnym świetle, a ciało moje bało się nieznośnie, uciskając strachem mego ducha, duch uciskał ciało i każda najdrobniejsza fibra kurczyła się w oczekiwaniu, że nic się nie stanie, nic się nie odmieni, nic nigdy nie nastąpi cokolwiek by się przedsięwzięło, nie pocznie się nic i nic.
(witold gombrowicz, ferdydurke)

i want to live before i die...
(pet shop boys)

[w cieniu pięknego jesiennego dnia - wstęp]
w cieniu pięknego jesiennego dnia. śmierć. on nie da rady, im dalej tym ciężej. chodzi o tego, który wypadł ze swej historii. na skutek, z rozpaczy, kim jestem? pyta. kimś powinien być. tak wiele jest pewne. kogoś przedstawić. za i przeciw, przez całe życie. odtwórca samego siebie, dla siebie, dla mnie. dla ciebie dla was. tak przed samym sobą. żeby się uspokoić.
i wokół niego, tu i teraz, wzór na całe życie. dochodzi do siebie. powoli. krok po kroku. zamawia jeszcze jedną butelkę wina. rozbity, prosto w twarz. tu i teraz nie mówi o miłości. dlaczego, przecież jeszcze nigdy nie mówił o miłości. chce się upić. zawsze poszukiwał upojenia. jesteś przy tym? jesteś gotowy? – skąd jesteście? i dokąd wszyscy idziecie? pyta. w pokoju, żeby się uspokoić, maski obcych ludzi. replika rocka.
w drodze, ciągle w drodze. tempo. czas. kroki w przyspieszeniu. i spowolnienie myślenia, równoczesne nienadążanie. imagine, niekończąca się teraźniejszość, przedłużona w przyszłość. rzeczywistość jest zatwierdzana i obroniona. i jest wyparta, co mogłoby być, albo jest faktem. dosyć pewna, bardzo prawdopodobna.

[smutek]

smutek nie zniknie. nigdy. nie z jego życia. ani z twojego. potrzebuje wyjaśnień, mówi – po co? jakoś to musi być. chce wiedzieć, dlaczego. – co znaczy tutaj dlaczego? nie pozwól mu mówić o wspólnych wspomnieniach. nie ma żadnych. tak jest lepiej. nie przypomina sobie. jest nowy w tym kraju. jest nowy w tym mieście. nie mówi w twoim języku. dopiero przyszedł na świat. ma nadzieje, że mógłbyś mu wybaczyć. kim jesteś? i dlaczego powinieneś mu wybaczyć? opowiedz mu jego historię. opowiedz mu jego życie. i zobaczysz, co się stanie. on nie przypomina sobie. o niczym nie wie. jakoś to musi być. jakoś to musi być, powtarza. wciąż i wciąż. upadek, wymazanie, blisko. gospodarka planowa, recepta z przeszłości, bezużyteczna dla teraźniejszości. na skutek tego, nowa orientacja. a co rośnie, to jego lęk. przed porażką na poziomie makro. co rośnie, to jego lęk. przed innymi, coraz większy. – on potrzebuje wyjaśnień, mówi, jakoś to musi być. wystarczy, jemu, i tobie. a świat nie jest przypadkiem. świat jest tym, co pozostaje w tyle. co zostanie porzucone. dlaczego on musi się odnaleźć właśnie w tym mieście? co powinien robić w tym miejscu? wszystko jest tutaj duszne i szare. kolory, gdzie pozostają kolory? także pranie byłoby matowe, mówią oni. zasłona na biało, już po krótkim czasie. woda byłaby temu winna, powietrze byłoby przyczyną. kolory nie miałyby szans. ponuro i posępnie, jedyny problem środowiska, cały kraj. zanieczyszczenie postępowałoby naprzód, mówią.  wszystko to pytanie historii. przemysłowe szaleństwo, przez lata. a on potrzebuje abstrakcji, teraz. w przeciwnym razie uwikła się. w szczegóły. nigdy się nie odnajdzie.  jakoś to musi być, mówi. przesunięcia czasu zakończyły się. bieg równoległy. czas i przestrzeń są kwestionowane. on potrzebuje wyjaśnień, potrzebuje dostępu do języka. i potrzebuje zrozumienia – kim jest? skąd pochodzi? i za czym to wszystko stoi? w powtarzaniu się. trip. sen. feedback bez końca. schwytany w pętle oczekiwania. otoczony przez niemożność. o historii nie ma pojęcia. ledwie wyjrzy przez okno, dostrzega to, co pragnie opisania. jakiś kształt, gruszę, podwórze na pradze, i jego kruszejące fasady. trzymaj mnie, powiedziałaś do niego. trzymaj mnie mocno, przytul.
kim jesteś? jego ja nie jest mnogie w drodze.  – dziś już nie. i tak jest dobrze. to czyni niektóre rzeczy łatwiejszymi. my, jest teraz pojedyncze. my, to jest on. nie che nic przeoczyć mówi. wszystko ogarnąć wzrokiem,  nic więcej nie widzieć. – narrator, to ja.

[ruch]

ruch aż do płyty gramofonowej, która pojawiła się wtedy, po jego zniknięciu. muzyka pop, jaką my znamy. mainstream dla innych. kilka tekstów, jeszcze przez niego napisanych, jest znanych. powstały na uboczu, pogrążone we własnej litości. tak było wtedy, jeszcze żadnego punktu końcowego.  nikt o tym nie wiedział, ale wszyscy to czuli.
daleka droga, jakaś daleka droga. on szedł wciąż daleką drogą od siebie. a czego chciał zawsze uniknąć następuje. dialog na uboczu, wycieczka wokół siebie samego. jedynie autoerotyka. na uspokojenie stoi z boku pojazd, jako istotny znak. inscenizacja jest perfekcyjna, symbol pożegnania. samochód osobowy, bez kierowcy, znaleziony nad rzeką.  suicidal tendencies. wystąpiły pytania, a jego nadal nie było. nagle i na zawsze. do tego ta romantyczna poza, na wszystkich zdjęciach. urywki zniszczenia. ukazują mu, pokazują cierpienie pewnego młodego kandydata na wczesną śmierć. ani jednego słowa, żadnych gestów i żadnego kroku bez analizy. od wnętrza na zewnątrz staje się on wrogiem. public enemy w białoczerni. możliwe, że kiedy on jeszcze leży skrępowany w bagażniku, naprzeciwko przy oknie przemawia nocą luneta. za i przeciw, hasło w fałszywym kierunku. oni przychodzą, żeby go sprowadzić. on znika, bez powrotnie. na zawsze. i nikt niczego nie widzi. nikt niczego nie słyszy. – a wszyscy oni o tym wiedzą.
płyta gramofonowa pojawiła się po jego zniknięciu. muzyka pop lat osiemdziesiątych. mainstream dla innych. kilka tekstów jest jego, pogrążone we własnej litości. tak było wtedy. i nagle punkt końcowy. wszyscy oni o tym wiedzieli, i wiele osób pisało. tak mity przybierają formy. i nikt nic nie zrozumiał.
daleka droga, jakaś daleka droga. on szedł wciąż daleką drogą od siebie. rozstanie na zawsze. tak się wydaje. a czego zawsze chciał uniknąć, następuje. dialog na uboczu, i nagle coś więcej. blinded by the stars. umarły pośród umarłych. umarłych popu. mainstream mniejszości, przystępny i równy, hity są dopiero uaktywnione. wchodzą na listę przebojów. pośmiertnie. więcej żadnych powierzchni, wszystko to uczucie. o tym śpiewają. bez niego. wina grzesznika, chłód zimy. metafory określają. są chybione, bez niego. one są za tęsknotą za życiem. tak wiele jest pewne. sen. wszystko da się dotknąć, jakby to był sen, mówi. powtarza, zły sen. i zaraz obudziłby się, myśli. i zaraz słyszy twój głos, myśli. jakby był znowu w domu, znowu tam, gdzie wszystko się zaczęło, wtedy. czas biegnie, wyprzedza go. muzyka niesie dalej, utwór za utworem. wyrok jest ogłoszony, z opóźnieniem, przez lata odwlekany. a morze szumi blisko w jego uszy. gitary dołączają, on gra na jednej z nich. głos, później, a akordy tworzą melodie. próba audiomarkera. udało się, czynnik rozpoznania. to trzeba im zostawić, myśli, także beze mnie. perkusja definiuje rytm, numer ten przechodzi do historii popu. kto chce, podąża za nim. all american hystery. historia sama w sobie, całość. co za radość! to muzyka! to popkultura! sound, system. a on był kiedyś w samym środku. – gwiazda.

[tak pusty, tak rozdarty]

tak pusty, tak rozdarty. tak samotny i smutny. są czasy, kiedy samotność jest ponad wszystkim, myśli. your smile is your creditcard. brytyjski pop dzisiaj dla dzieci z wczoraj. tytuł zapisuje się w zamkniętych pomieszczeniach. jako wskazówka dla teraźniejszości soundvideo niesie pozytywne drgania we wszystkich domach tego miasta. podczas gdy, w całej dzielnicy, szczekają psy, koty się wałęsają. syreny i alarmy wyją, akustycznie  opisując warunki. kulisy hałasów to procedura zmian, dolby surround. – stereotyp? może być. sprawozdanie faktów, raz na zawsze. symfonie wielkiego miasta. postwar kulis tu, enemy within tam.  a ponad wszystkim wielki, zwarty dzwon, przemysł ciężki. oddech robi przerwę, zaopatrywanie w tlen jest zawieszone.
ortodoksyjne błyskanie się ponad złotym krzyżem. w oddali migocze kopuła kościoła, tam leży nasz bohater. złożony wpada w szał. jego stanem w śpiączce jest zaniedbanie. między tu a tam, przez jego ja, szumią środki. troszczą się one o pożądane znieczulenie. w wielkim, podwójnym łóżku leży jego osłona. blada i blond, gdzieś reszta. kiedy ciężkie belki zaciemniają pokój, drżą za jego powiekami stałe projekcje. w spowolnieniu przyspieszają pojedyncze obrazy, radykalnie.
przyspieszenie tempa
shot 1/ to przedtem, to potem. pomiędzy nic. historia protagonisty odzwierciedla historię miasta, w którym on się odnajduje. wymazanie, i ponowne wpisanie. obrócony tyłem idzie w przyszłość, podczas gdy gdzieś indziej wszystko pozostaje lepsze.
shot 2/ w budynku z płyty naprzeciwko stoi w kuchni stara kobieta. kroi warzywa, od czasu do czasu podnosi wzrok, wygląda z okna. – na niego.
shot 3/ na podwórku leży bezdomny, jakiś drugi na nim, jeden położył głowę na piersi tego drugiego. śpią w ciężkim odurzeniu. każdy dla siebie, przy murze, w trawie. w ciemnych swetrach, podziurawionych.
shot 4/ w tramwaju wiezie ktoś obsraną misę klozetową przez miasto. od czasu do czasu dotyka powierzchni brzegu muszli. ostrożnie maluje ślady palców w warstwie kurzu na ceramice.
shot 5/ centrum handlowe w nocy. reklamy neonowe, dwadzieścia cztery/siedem. palety produktów, dobrze chronione. hände hoch!
shot 6/ jakaś kobieta sprzedaje dwa jedwabne kwiaty. poza tym nic, tylko to, na jednej z handlowych ulic, pustki.
shot 7/ dodatek. dodatek, aktualny. znowu zbliża się koniec pracy. dzienne pensum jest wypełnione, mniej lub więcej. pracownicy firmy międzynarodowej po kolei żegnają się, znowu w swoją prywatną pewność. alarm jest uaktywniony, budynek jest zabezpieczony.
ciągle bardziej zagubione, ciągle bardziej absurdalne. świat, historia. a w środku człowiek. czy będzie tak dalej? lęk przed umieraniem, jeszcze przedtem. lęk z dzieciństwa, myślał, że zapomniany, melduje się z powrotem. – jestem  z powrotem! szepcze lęk. twarz zupełnie zdrętwiała i nieruchoma, mówi coś z głębi. on zagradza drzwi wejściowe. w nadziei. w nocy. zamek za zamkiem, wszystkie rygle zamknięte, wszystkie belki przed. mieszkanie przypomina już trakt, wyjątkowe bezpieczeństwo. a mimo to meldują się ruchy z kącików oczu. z ciemnych pasaży wypełzają żółte światła. wciąż jeszcze on tam leży, rzyga od czasu do czasu jego zmysły rozdrażnione w plastikowe wiadro. nowy wieczór, coś w nim myśli. do wnętrza przedłużonego życia, do następnego, wbrew wszelkim oczekiwaniom. i zupełnie bez sensu.

[stąd tam]

stąd tam. speedball prowadzi dookoła świata. i bezpośrednio obok coldwar punk dochodzi do siebie. w klubie się odnajduje. wyjście ewakuacyjne. to pasuje do jego stanu. do ucieczki, całość. co za diabeł, myśli sobie. outfit gości! teraz dopiero fryzury! strefy czasu, zmiana. psychodelie z sybirii! i tańczą do muzyki cramps. -  can your pussy do the dog?
czy wy wiecie kim jesteście? krzyczy. beautiful monsters! jesteście wszyscy beautiful monsters! (w specyficzny sposób, oni czują się tak samo.)
na ścianach pokazują zdjęcia z lat osiemdziesiątych kopia życia na zachodzie. namiastka. new wave, styl. poza, duran duran.
kobieta podchodzi do niego. bezpośrednio, ubrana na czarno, w kozakach aż do ud. przysiada się niego, na kanapie. siada na nim, jej sukienka się zsuwa, podwiązka. w międzyczasie widać skórę, jej usta się śmieją, szminka. jej zęby są wspomnieniem, o kim? o kim? myśli. jak ona się nazywała? i gdzie to było?  czy to rzeczywiście miało miejsce? i już po chwili pieszczą się. leżą w rogu. z boku stoi jej przyjaciel, z brodą. gra, kopniak. wariacja na moc i niemoc.  podpatrywanie w małych dawkach. jemu to jest wszystko jedno. dochodzą do sedna sprawy, powtórnie. tak albo tak. organy ochronne są w tym mieście trwale obecne. jak dobrze, żadnej wspólnej historii, myśli, ciągle jeszcze w niej. więc leżą, i uprawiają sex przez noc. później, po tym piją półtorej butelki wódki do snu. blask w jej włosach. kości policzkowe. iskra w jego oczach, przeznaczenie.
potem, aby dojść do innych myśli, czyta on w książce; wspomnienia alberta speera. ponad trzysta stron pełnych wolnego miejsca. dokładne wspomnienie w szczegółach, i jeszcze jedna luka w pamięci. prywata z trzeciej rzeszy. – wystarczy! myśli, surf nazis must die! on musi się wyrzygać, później toczą się głowy, masami. zagłada i śmierć, a pomiędzy tym wszystkim, martwe ciało. ono należy do niego, wciąż jeszcze. zamknąłby oczy w obliczu tego, gdy one nie byłyby już zamknięte. słaby jest jego oddech. radykalna próżnia aż do stacji końcowej, treblinka. nagrobki przypominają o dziesiątkach tysięcy. całe miasto tutaj, wzniesione na zmarłych. teraz dwa, albo trzy rohypnole, do tego whiskey. on wychodzi z tego koszmaru historii, która wiruje w jego głowie. za dużo w jego percepcji. jego ja-śluzy są otwarte, na trwałe. filtry są zatkane, i wszędzie trucizna śmieci. żadnego ujścia, żadnego odsączenia. zagraża zapaść z sekundy na sekundę. substancje się mnożą, podczas gdy dystanse się zmniejszają. on się tym udusi, wcześniej lub później. na zawsze potem. czy tego nikt nie widzi?

[teraz się znakuje]

teraz się znakuje, zadaje sobie rany. rzeczywiste i w porę, akurat. zanim zrobią to inni. i zrobiliby to, o tym jest on przekonany. on nie jest osobą, która krzyczy z wściekłości. nie jest człowiekiem, który żywi nienawiść. ale on krzyczy, i nienawidzi. po cichu i spokojnie. wszystko jest spokojnie, bardzo spokojnie wykonane. bardzo logicznie. autentycznie albo i nie, to jest mu obojętne. to nie ma znaczenia. on żyje sprzecznością i gardzi sobą za to. czuje się jak kawałek śmiecia. on jest kawałkiem śmiecia, o tym jest przekonany. każdego dnia od nowa jest ekshibicjonistą. ale takim z granicami. on nie życzy sobie na przykład, wystawiać swoich genitaliów. nie chciałby się na nie natknąć w jakimś połyskującym magazynie, mówi. czterobarwna reprodukcja, langer than life.
może być, że wszyscy ci mają rację, którzy nad nim mówią, że już zawsze był słabym człowiekiem. dzień w dzień i noc w noc jego ból był realny. i czynił go silniejszym. silnijszym niż oni myśleli. silniejszym niż oni chcieli to postrzegać. gdzie oni są dzisiaj, jego tak zwani przyjaciele? nie ma żadnych bohaterów, tylko więcej zbiegów, myśli, i gubi potem wątek.

[widzę go]

widzę  go, stoi w koszulce, która krzyczy. kill your idols. jego głos trzęsie się bardziej. od czasu do czasu, tremolo poprzez tematykę.
nigdy nie zapłaciłby za sex, mówi. za bardzo by się bał. i w gruncie rzeczy byłaby to wciąż tylko masturbacja. w różnych waginach, w różnych fankach. czy uprawiał sex także w tym mieście? – jasne! ale dlaczego, nie wiedział. może, dlatego, że wiedział, że będzie ta rozmowa prasowa, mówi. z kim? rozmowa czy sex? z prostytutką, jak myślisz?, mówi. blowjob, straight. bez gumki. to było dla niego lepsze. byłoby całkiem ok, jakby doszedł. nic szczególnego, właściwie funkcjonalne. czy zrobiłby to, jakby mu przysłali do pokoju jakąś dwunastolatkę? czy wsadziłby go? jak sądzisz, co by zrobił? on nie zadał sobie jeszcze tego pytania, mówi, to wszystko funkcjonuje na wysokim poziomie business level! oni nie wyślą ci tak po prostu niepełnoletniej. nie tutaj. tylko niektórzy by się pewnie przystawiali. to nie jest jednak jego sprawa. naprawdę nie, mówi. on by ją zostawił, poszedłby. a w ogóle on mówi niechętnie o seksie. ani o tym który uprawia lub o tym którego nie uprawia, ani o seksie innych ludzi. po prostu go nie interesuje. i on niebyłby żadnym podglądaczem. ogólnie rzecz biorąc nie mógłby oddzielić seksu od emocji. niektórzy to potrafią, on nie. on tego nienawidzi, to go pochłania. to by go pożarło, i on się za to naprawdę nienawidzi. uważa, kto mógłby być przez całe życie wiernym jednemu człowiekowi. jednemu człowiekowi, przez całe życie? atrakcja gdzie spojrzysz, lubieżność i rozkosz.  a iść ze wszystkimi do łóżka? to przysparza tylko problemów. a jeśli kochasz jedną, jest ci przebaczone, mówi. i nie może tego zapomnieć, tego bycia razem z kimś. a gówno zaczyna się kręcić, zawsze gdy próbuje do kogoś się zbliżyć. zawsze gdy dochodzi do jakiegoś związku, on odczuwa oszustwo. ciasnotę i oszustwo, kiedy postrzega jakąś atrakcyjną kobietę. on myśli, że jeśli kogoś kochałby naprawdę, to nie byłoby fair. to po prostu nie byłoby fair. i dlatego jeszcze nigdy nie miał żadnej dziewczyny, jeszcze nigdy żadnej cholernej dziewczyny, w jego całym zasranym życiu. on potrzebuje duchowości, a nie bliskości w związku. ma lęk przed bólem, który by się z tym łączył. prawdę mówiąc, wierzy, że to jest bardziej popęd, zwierzęca potrzeba, przynajmniej dla niego jako mężczyzny. już lepiej masturbacja, masturbować się, każdy to przecież robi, mówi, dwa, trzy razy dziennie. ale to nie jest związane z rozkoszą,
na turnée byłyby zawsze trzy, cztery kobiety w tygodniu. dla każdego w zespole. seks, czysty seks. bez miłości. po prostu, żeby dać upust złości, tak po prostu. czas w trasie bez tego i tak płynie za wolno. a on lubi perfekcyjne ciała, piękne formy. małe piersi, miękkie uda, ogolone cipki. on je chętnie ogląda, mówi, muszą być estetyczne, kobiety. bo nie każda przeszłaby kulisami. on nie był nimi naprawdę zainteresowany, żadną, nie mógł ich osądzać. on z nimi tylko sypiał…wywiad pozostaje fragmentem. ścieżka audio prowadzi po krawędzi przez jego życie, przez możliwy wycinek jego całkiem osobistej rzeczywistości. on i kobiety. rozdział sam w sobie także sklep z seksem, tutaj, w sąsiedztwie. teraz rozpryskuje się szkło, teraz wyje syrena. a po chwili policja, wszędzie w okolicy.

[tak ładna, tak delikatna]

tak ładna, tak delikatna. i tak wrażliwa. te śmieszne gesty rock´n rolla!
już jeden krwawi. jak karzeł na otwartej scenie. a media puszczają ich granie, przeprowadzane są z nim wywiady. platforma, której on potrzebuje, żeby się dalej okaleczać, powstaje jakby sama z siebie. live i prawdziwa. namacalna, i dla niego jest to poważne. śmiertelnie poważne, daje do zrozumienia, znowu chodzi o bóle. a z czasem konstrukcja wychodzi ze stereotypu. pozornie, całkiem sama  z siebie, zacieśnia się jego historia. przez lata  przyspiesza. i staje się szybka i szybsza, wyprzedza go, tak zupełnie obok. nie zauważył tego. a co mu ucieka, to jego własna rola w całości. post-wybitnie towarzyszy mu jego mit za czasów życia, i śledzi go jeszcze poza nim. zadraśnięcie, żeby przedstawić wyraźniej jego prośbę, to jeszcze uchodzi. ale rozcinanie? to naprawdę niebywałe, uważa prasa. ludzie z branży, przedstawiciele krytyki. oni wykonują swoją pracę, podczas gdy on wciąż na nowo krwawi i zasycha. upłynnia się to co wyrządzone, zaskorupia się to co powstało.
jego ciało jest od dłuższego czasu raną, tylko i wyłącznie. barometrem, nie wyspą. a on, wykonawca, rzekomo, w samym środku. skoncentrowany na bólu, relatywizuje się potem, to, co przez długi okres ulegało wątpliwości, dla niego. w jego świecie.
czy ma ktoś przy sobie nóż? jakąś broń dla niego? w gruncie rzeczy zrobiłyby to też nożyczki. na koncertach zaskakują go fani ostatnio coraz częściej z ostrymi przedmiotami. nie zwierzaki z materiału gromadzą się na krawędzi sceny, tylko stalowe narzędzia. precyzyjne towary, nierdzewne.

[video]

video ukazuje miejsce, fabrykę. teraz, albo w przeszłości. czas nie gra roli, informacja jest cyfrowa. obrazy za obrazami, zespół telewizji w swoim studiu. piętnaście lat muzycznej telewizji odbija się na odpowiedzialnym redaktorze. rutyna ciszy, zainteresowanie to codzienność. wszystko pozostaje wczoraj. a dzisiaj jest jutro. back to the real word, i ten materiał o tym opowiada.
- dziękuję, że znalazłeś czas. dziękuję, że przełamujesz swoje milczenie dla nas i dla naszego ekskluzywnego wywiadu, i to pierwszy raz od miesięcy. pozwolisz nam na kilka osobistych pytań, które na pewno są palące dla twych fanów.
co jest właściwie twoim ulubionym napojem? (co za pytanie wstępne!)
- człowieku, znajduję się gdzieś.  po drugiej stronie czasu i przestrzeni. A pomiędzy kolidują światy. – cholera, kogo obchodzi, co zażywam?
- jakie są twoje ulubione filmy? (także jakaś możliwość.)
fastforward, potem rewind. z powrotem do lat osiemdziesiątych. rumblefish, akwarium. niebieskie światła, jedyny kolor w czarno-białym świecie. młody mickey rourke na motorze. i matt dillon, jego młodszy brat. autsajderzy w małym mieście. chronią i służą, skądże. prawo ojca, symboliczny porządek…
konwertować, optymalizować i myśleć dalej.
(fast forward, przewijać taśmę.)
- kto jest twym ulubionym raperem?
- axl rose na końcu paradise city. flavor flav w shie watch chanel zero.
- co jest dla ciebie najlepsze od czasu odkrycia chrupkiego pieczywa?
- backlash, i powroty do domu są dobre. tam się odnajduję z moim sega mgadrive, mickey and the castle of illusion.
- apropos iluzji. masz doświadczenia z narkotykami?
- polityka ekstazy?...mój system nerwowy obchodzi tylko mnie. pretty good privacy, rozumiesz, o co mi chodzi.
- twoi ulubieni pisarze?
- człowieku, to wieczne ulubione gówno wnerwia…czytałeś juz coś rimbauda. albo dantego? wpuściłeś do swojego życia ginsberga lub bukowskiego? sylvie plath, sarę kane, pessoe, lub ciorana?...właściwie każdy powinien się zabić…mówią ci coś utwory tennessee williama lub powieści s. e. histon?...interesujesz się delfinami? delfin nie jest jak człowiek. nie próbuje manipulować, dominować swoim otoczeniem. chciałbym pływać jak delfin. o tym śpiewał już david bowie, wtedy w heroes. – cholera, to jest naprawdę dobra piosenka…
- co powiesz do krytyków, którzy zarzucają ci, że naparzałbyś tylko na nowo, to, co historia popu już napisała?
- każda kariera, każda osobista kariera. każdy pomysł, oryginał. każda decyzja, taka której jeszcze nie było, zupełnie osobista. indywidualne modele życia, także gdzie się nie spojrzy, całkiem jasne. – cholera. jak myślisz co się stanie, jeśli nie będę już szukał winy u siebie, jak mnie uczono? co, jeśli przypiszę winę stanowi, państwu, systemowi? – wszystko jest dziełem stworzenia, także nihilizm jest dziełem. wszystko jest szablonem, także pokonywanie szablonów. to wszystko słowa, mój kochany. (ty dupku!) nic innego jak słowa. także to, co doprowadza ciebie i mnie do samobójstwa. – rozejrzyj się, człowieku. rzeczywistość jest pytaniem chwały. sprzedaj się, lub to zostaw…
taśma leci jeszcze krótki czas dalej. on bierze łyka z butelki whiskey. gwar, potem szum obrazu. (reszta taśmy video jest czysta.)

[ulice, miasto]

ulice, miasto. on zdaje się żyć nadal. otoczony biedotą i chłodem. (to nie tylko zima.) lęk czyni mocniejszym, z dnia na dzień. on pozwala mu się palić, z jednej strony. lęk czyni go głuchym i paraliżuje. z drugiej strony, to właśnie po nim zostaje. lęk paraliżuje jego zmysł i go zatrzymuje. każde spotkanie możliwą konfrontacją. ulice, miasto, i on po środku tego. on żyje wczoraj i jutro. bo to pomiędzy będzie teraźniejszością. ona pozostanie dla niego pominięta. odroczona, odłożona.
in sound from way out. oni wydawali wtedy to, co zespoł rockowy powinien wydawać. puste slogany i ich prawdopodobne wypełnienie w świecie fanów. płyta, która powinna wstrząsnąć światem, to był przemyślany koncept. oni byli na najlepszej drodze. rzeczywiście, co znaczy tak wiele jak for real. gitarzysta, to był on, nie mógł grać. ale poza robiła wszystko. już zawsze. wszystko mokre, pełne krwi. już wtedy rozciął sobie ramiona. słowo za słowem,  wyryte, w jego skórze. każdy wywiad torturą. każdy chciał kawałek niego. i on ciął się na małe kawałki. wszyscy chcieli więcej, wszyscy oni go kochali. przynajmniej on tak myślał. rozcinacz. uwaga nie dotyczyła człowieka. ona dotyczyła image (odbioru) i zespołu. jednak później coś się źle potoczyło. poszło w innym kierunku. nagle wszystkie plany zawiodły. definitywnie, błąd. oni nie zniknęli, nie rozumieli. jeszcze nie,  malowali się na nowo. raz jeszcze kampania imagu według planu, ostatnia renowacja bez podwójnej gruntownej płyty i bez zabezpieczenia przed korozją. i poszli w trasę, jako pozerzy i stadionowi rockmani. zostali za to rozdarci. slippery when wet. tyle co do kolegów w szczytowym polu, zespołu, który wystawiał akt główny. teren był obcy, a co następowało to odsłonięcia. a on musiał w to wierzyć. jego defekt uwagi się skrócił. całkiem jasne. zmniejsza się, ze zdania na zdanie. informacje w małych dawkach. jego myślenie funkcjonuje teraz w skróconych polach czasowych, zablokowane w porcjach, zacieśnione.
całe gówno wyrzucić z siebie i całe życie wydłużyć, taki jest jego plan. na teraz. a słowa i zdania podążają za jego myślami. aż do końca.

[pop jest obsesyjny]

pop jest obsesyjny, tworzenie i konsumowanie. zawsze już żył w ekstremach. nigdy by nie zrobili udanej płyty, mówi. jest zmęczony.
jeśli chodzi o sen, boi się, snów i wszystkich tych rzeczy w swojej głowie. a alkohol umożliwia mu bycie głuchym, stop w myśleniu. i spokój w nocy. wreszcie bez śpiewania w hałasie świata. „hello is in hello“, śpiewa lee marvin w „i was born under a wandering star“. ta linijka tekstu wędruje przez jego głowę. w zasadzie, trwała rotacja. a na zewnątrz czeka reszta na jego ponowne odkrycie, gdzieś. nic więcej się nie liczy, czas nie gra roli. bad news zostają, gdzie powinny. przed drzwiami do świadomości. wszystko to pytanie koncentracji, kanalizacji informacji. on jest chory, bardzo chory, mówi kolega z zespołu. lekarze nazywają to depresją. zysk z rozpoznania!
rozbicie i rozdarcie. tymi długimi, jesiennymi popołudniami, bez słońca, nie potrafi się odnaleźć. indiańska wiara mogłaby się sprawdzić, myśli sobie w swojej izolacji. poprzez zbyt częste fotografowanie zabrana może być dusza. i kiedy on jeszcze w zamknięciu medytuje, ukazuje się na okładce międzynarodowego magazynu muzycznego jego twarz. i im lepiej on wygląda, tym gorzej mu jest. paradoks, bezpośrednio proporcjonalny.

[teraz klinika ma priorytet]

teraz klinika ma priorytet. długie, niekończące się korytarze, a oni rozdają narkotyki. słyszysz cały czas, ktoś płacze. żadnego spokoju, nigdy. to horror, który cię otacza. to są kierunki spojrzenia, które się już nie zgadzają. połykasz to, co ci dają a funkcja filtru określa twoje chwile na świecie. wycinki, ustalone, wpisane w nastrój. na zawsze.
ogólny potok myśli pozwala chaotycznie przelatywać czasom. to nic nowego, dlaczego miałoby tak być? czas nie gra więcej roli. nie naprawdę. chronologia zakończyła się. co powinno znaczyć to liniowe myślenie. do niczego nie prowadzi, myśli.
czas na nowe życie. czas, rozwalić pokój hotelowy, rozmontować dressing room. zdewastować klub, i siebie samego zranić, to jest w porządku. nigdy natomiast nie mógłby wyrządzić komuś innemu krzywdy, mówi. taki był, już zawsze. i taki pozostanie, jasna sprawa, własne nadużycie. pieprzę siebie samego w mój własny tyłek, mówi. albo: jestem moim własnym tyłkiem. po prostu milczenie, tak marnieje organ. żadnego głosu, nic, co mogłoby być wzniesione. spokojnie siedzieć, i nie  wchodzić w cień kogoś innego, żeby poszukać innego miejsca a usta uformować w słowa. a kiedy mógłbyś się sam wyrażać, kto by cię słuchał?, myśli.  jesteś ok, ja nie, myśli, nie, w najmniejszym stopniu. jego narcyzm jest zaciekły, jego egoizm nie ma nic do rzeczy. co powoduje, że szala się przelewa, to jego perfekcjonizm w samozniszczeniu. w jednej lub w innej wersji. on jest nadgorliwcem, i jego instancja kontrolna przejmuje karę. on jest i zostaje uczniem, który wątpi w swoje najlepsze oceny, i musi się okaleczać w zapytaniu. okaleczenia i blizny wykazują respekt przed samym sobą, tak brzmi jego równanie.
krótkie spięcie. tęsknota za kontrolą w stanie poza kontrolą. a narkotyki funkcjonowały już w kampusie. najpierw stymulują, następnie niepokoją. alkohol, haszysz, kokaina, grzybki, wszystko jedno. było wszystko. wszystko było konsumowane. a szczególnie przemysł farmaceutyczny mu to wyrządził. zawsze już. paleta rozjaśniaczy nastroju, a on niesie swoją twarz jak portret przed sobą, i pozostaje za własną postacią.
jak może ktoś, kto jest tak piękny, być nieszczęśliwym? śmiech, po prostu tylko śmiech. i jak może całkiem przy okazji przedstawiać zupełnie fałszywy obraz. duch myśli, highspeed. ciało rozpada się do tego w zwolnionym tempie. a złe jest to, że nie ma żadnego przystanku, żadnego zatrzymania więcej. proces przebiega dalej. bez ciebie żyje twoje ja czymś, co więcej nie jest twoim życiem. on się śmieje. i to nie dotyka jego jako artysty , to pozostaje stereotypem. to dotyka wszystkich. gospodynie domowe, instalatorów, sprzedawczynie, kogoś kto pracuje dla coca coli lub nike. globalizm rules, nikt o tym tak naprawdę nie wie. kapitalizm i depresja, temat zapełnia taśmy. ustabilizować się, znaleźć hobby, urządzić się dobrze. porady, które spalają na panewce, tak jak sen miłości na czas życia. znaleźć wyjście, myśli. – najpierw jeszcze
kocham cię, bardziej niż czujesz, mówi. tylko ty umiesz mnie tak dotykać, mówi. tylko ty pieprzysz mnie tak jedynie w swoim rodzaju. – jeśli to prawda, dlaczego twój stan wszedł między nas?, mówi ona. piosenka o tym opowiada. tłumaczenie pozwala w tym uczestniczyć. coś zostanie blisko położone, coś innego przemilczane. przemyśl to sobie, i zrób to szybko. zrób mi to, zaraz tu w klubie, na klozecie. aurora. fiut w obcej buzi.  srebrny łańcuch wokół oczu. co się gotuje to bijatyka, zanim on przyjdzie, do dźwięku w ciemności. i´m not a fascist! – za późno. młot, uderzenie. coś siedzi i pozwala mu się zataczać.
skok w czasie, zmiana miejsca. bezpośrednio do atelier na żoliborzu. – jest przestronnie! obrazy w korytarzu, na ścianach, wszędzie. sceny pewnego małżeństwa, poruszone. unosi się żelazko między jedną parą. stopy leżą amputowane horyzontalnie, blado-niebiesko. są goli, ludzie w tej krainie obrazów. kontury zdradzają to, czym historia mogła być, albo jest. w fragmentach, w oszczędnym nakładaniu farb. w  trwałym przerabianiu pada spojrzenie na chwile niemożności. borderline-przypadki, wszędzie. dlaczego nie tutaj? a co przyjdzie później, nie jest próbą generalną, to kawałek brutalnej realności. północny wschód. – cholera, jako zakładnik umarłbym chętniej od kul terrorysty, jak od trującego gazu władzy państwowej, myśli.
przyspieszenie tempa
shot 1/ pada śnieg drzewo opałowe. z rosyjskiej ciężarówki noszą koszami drewno ułożone w stos w ciemność. (oddech. chłód. wszystko się rozpada.)
shot 2/ w środku osiedla z płyty, stoi bungalow z betonu, dach z blachy falistej rdzewieje.  punkt zborny śmieci i pisuar, w centrum architektury. wszystko nagromadzone, i śmierdzi.
shot 3/ dziwka z pobliża mieszka w apartamencie na trzydziestu metrach kwadratowych luksus, wszystko łącznie. jej klimatyzacja działa również w zimie. ogrzewanie centralne. kilometrami płynie gorąca woda przez miasto, pod ziemią aż do jej kaloryferów, modele wycofane z produkcji bez regulacji. naród, system energii, jednolita temperatura. – te czasy już minęły.
shot 4/ w ciemnych syrenach. convov toruje sobie drogę. niebieskie światło, prominenci ślizgają się przez miasto, tempo określa bezpieczeństwo państwa. niemieckie limuzyny rozporządzają narodowi bezruch, wielokrotnie codziennie.
shot 5/ willa na południu miasta, party. – budynek, była komendantura, wtedy.
shot 6/ na terenie chińskiej ambasady leży coś zagrzebanego, w bogactwie ziemi, od lat. w bańce mleka zapieczętowanej, przetrwać dokumenty horroru, do dzisiaj nie odkryte.
shot 7/ umschlagplatz, bez ludzi. dobytek wszędzie, rozproszony. reżyser siedzi na walizce, patrzy w kamerę. to roman polański, śmieje się, promocja. to jego obecność definiuje miejsce i czas, które tworzą scenerię.

[kulisy, a on już nie rozumie świata]

kulisy, a on już nie rozumie świata. biegnie przez zniszczone trakty ulic. tak było naprawdę, tak to wtedy wyglądało. tak się stało. to prawda, a to jest dokument, mówią później krytycy, ocalali wielkiego formatu. i oni dopisują rekonstrukcji historii, ikonografii horroru autentyczność. mowa o mistrzowskim odtworzeniu codzienności w getcie. muzyka jest silniejsza od śmierci, a kino potężniejsze od morderców. to piekło, w gruncie rzeczy. – jak piękny może być film o holokauście? – wszystko kręci się w kółko, wokół niego i rzeczywistości, jaką on zna. kim jesteś dzisiaj? kim będziesz jutro? a kim w nadchodzącym roku? przejrzystość i demontaż aż do samowymazania. on, przebija się, złapany w neuronową sieć, potyka się w ucieczce. na zawsze odwleczony pozostaje koniec, pewność jego własnej historii. on znika za obrazami mowy i opisem swego stanu. kika chwil déjà vu.
za wiele lat nieżyjącego życia, dlaczego patrzenie wstecz? my min dis Kipling me, myśli. łudzić się, w iluzji pewności, nigdy tego nie umiał.

[trwonić czas, tracić dni]

trwonić czas, tracić dni. zamknąć auto, po prostu odejść. i na zawsze zniknąć. –właściwie dlaczego nie? jego ślad się zgubi. ale nie czuje się, żeby on był martwy, mówią, później.
28 września
ciepły jesienny dzień, słońce. on stoi na brzegu wisły i rzuca do wody swoje pamiętniki i notatki. – one powiewają, one żeglują. potem dryfują
1 października
gość widzi go w hotelowej windzie (bristol, krakowskie przedmieście). on wysiada na trzecim piętrze. ma na sobie prążkowaną koszule i prążkowane spodnie. ma krótko ścięte włosy i wydaje się być wyraźnie speszony.
2 października
powinien lecieć do paryża, londynu i mediolanu na wybrane wywiady z przedstawicielami prasy. nie pojawia się na lotnisku. w następstwie jego ochłodzenie jest oficjalnym powodem nie pojawienia się.
3 października
jego gospodyni znajduje w jego drugim mieszkaniu w mieście (nowy świat) na szklanym stoliku jego paszport, dwie karty kredytowe (amex, visa), trzy opakowania prozacu i trzydzieści gram marihuany.
6 października
młoda dziewczyna widzi go na przystanku autobusowym (171, na torwar). – opis się zgadza, jak później będzie potwierdzone przez policję.
12 października
jego ojciec świętuje swoje sześćdziesiąte urodziny. jego matka (urodzona królewska), wie zawsze, gdzie jest jej syn, i co robi. – tym razem tego nie wie. rodzice zaczynają podejrzewać i składają doniesienia. on uchodzi oficjalnie za zaginionego.
14 października
gazety donoszą w nagłówkach o jego zniknięciu. lokalna policja zaprzecza, żeby przekazała prasie meldunek. (jeśli coś nie idzie w parze z pieniędzmi, to pójdzie z większymi pieniędzmi.)
15 października
w pobliżu mostu (śląsko-dąbrowskiego) znaleziono jego auto. na siedzeniu pasażera czerwonego range rovers leży książka: how to disappear completly (jest zapakowana w brązowy papier do recyclingu). na miejscu nie ma ani przedmiotów ani odcisków palców, które udzieliłyby dalszych wyjaśnień o zdarzeniach.
17 października
większość gazet dołącza ogłoszenie, w całym kraju.  on będzie wezwany do tego, aby się zgłosić. nie musi wracać, chodzi tylko o jakiś znak życia. dla uspokojenia krewnych i przyjaciół. podpisują się po tym rodzice, zespół, menager i przedstawiciele wytwórni płyt.
30 października
młoda kobieta zeznaje w protokole, że w nocy z 21ego na 22ego października z nim spała. bliższe dociekania wykazują, że siedemnastolatka chciała mieć na początku października romans z michaelem hutchencem (za czasów piosenkarza z inxs). 
15 listopada
nad brzegiem wisły rybak znajduje buty sportowe marki adidas – ze skarpetkami tenisowymi i pozostałościami ludzkiej stopy. policja nie może wykluczyć, że przy tak makabrycznym odkryciu chodzi o jego zwłoki.
20 listopada
różne media donoszą wspomnienie pośmiertne. jego śmierć – w niewyjaśnionych okolicznościach – uważana jest za możliwą.
a czasem rozlatują się rzeczy i spotykają w ostatnim momencie. czasem rozlatują się rzeczy, a to co pozostaje jest wczoraj, i niknie tam na zawsze.

[kochałam go]

kochałam go, a on kochał mnie, mówi ona. chociaż on nigdy nie nazwał jej swoją dziewczyną. chciał być sam, i takim pozostać. nazwała go, big baby. referencja. inni w zespole byliby zazdrośni, mówi. i on także. ona musiała nawet raz zdjąć ze ściany plakat river phoenix, opowiada. albo on albo ja, powiedział, wtedy. freak, ale ok.
dla niego oznaczała miłość po prostu ciasnotę, mówi on. byliby blisko siebie, on wiedziała o nim wszystko. ale że jego ostatni telefon nie dotyczył jej, tylko jakiejś innej, rozczarowało ją. kiedy zniknął była strasznie zrozpaczona, co powinno się z nią stać, pytała sama siebie, co z jej planami? a ich dziecko, ich wspólne dziecko? ma rosnąć bez ojca? nic mu nie pozostanie. – dwa miesiące po jego zniknięciu urodziło się.
całkiem jasne, on znał mnóstwo kobiet, ale kochał tylko ją, mówi ona. na swój sposób, nieokreślony. ale konkretnie. jak tylko było to możliwe.  
róże w szpitalu, gitara na urodziny, nic więcej nie czyniło go szczęśliwym. nie chciał jej prezentów, nie chciał jej miłości. nie chciał nigdy jej miłości, mówi. ukradłaś słońce z mego serca, mówi. bez lęku przed patosem. jest mu teraz wszystko jedno.
szum narasta, beat ciągnie się naprzód. jeszcze jeden kawałek. efekt otoczenia, potem trochę dźwięku. jego głos się gubi, powoli. widzę go, on leży. zamyka swoje oczy, zmęczony.  i to co było wczoraj

[w cieniu pięknego jesiennego dnia – repryza]

w cieniu pięknego jesiennego dnia. śmierć. on nie da rady, im dalej tym ciężej. chodzi o tego, który wypadł ze swej historii. na skutek, z rozpaczy, kim jestem? pyta. kimś powinien być. tak wiele jest pewne. kogoś przedstawić. za i przeciw, przez całe życie. odtwórca samego siebie, dla siebie, dla mnie. dla ciebie dla was. tak przed samym sobą. żeby się uspokoić.
i wokół niego, tutaj i teraz, wzór na całe życie. dochodzi do siebie. powoli. krok po kroku. zamawia jeszcze jedną butelkę wina. rozbity, prosto w twarz. tu i teraz nie mówi o miłości. dlaczego, przecież jeszcze nigdy nie mówił o miłości. chce się upić. zawsze poszukiwał upojenia. jesteś przy tym? jesteś gotowy? – skąd jesteście? i dokąd wszyscy idziecie? pyta sam siebie. w pokoju, żeby go uspokoić, maski obcych ludzi. replika rocka.
w drodze, ciągle w drodze. tempo. czas. kroki w przyspieszeniu. i spowolnienie myślenia, równoczesne nienadążanie. imagine, niekończąca się teraźniejszość, przedłużona w przyszłość. rzeczywistość jest zatwierdzana i broniona. i jest wyparta, co mogłoby być, albo jest, faktem. dosyć pewna, bardzo prawdopodobna.
szyld na drzwiach baru przy ulicy. disco every friday, karaoke saturday. i go widzę, z tobą, jak przejeżdżacie obok tego. na motorze na południu. na wyspie, ulica nabrzeżna wzdłuż skał. – w światło.
daleka droga. wciąż daleka droga. jedziecie daleką drogą ode mnie, od nas. na tamtą stronę. do innego świata. jaśniej. będzie tam jaśniej, dla ciebie i dla niego, dla was.
na kilka chwil, nieskończoność. a później, żadnego zachodu słońca. tylko cisza.

[tekst powstał przy wsparciu forum kultury austryjackiej w warszawie, zima 2002/2003]
 

 



zurück